sobota, 26 lipca 2014

Let it rain. Heavy Rain.

 Lipcowa, deszczowa jak nigdy sobota. Wszystkie plany spaliły na panewce przez tę pogodę. Padało o ósmej, jak otworzyłam lewe oko na trzy sekundy, potem o dziewiątej padało dokładnie tak samo jak o ósmej, sytuacja powtórzyła się kilka razy i już byłam pewna, dziś nie muszę wychodzić z domu. Dziś chce skończyć Heavy Rain'a.
 Gra dzięki której pierwszy raz pomyślałam o kupnie play station. Gra która bezgranicznie zachwyca fabułą, grafiką, muzyką. Po pierwszym trailerze pomyślałam, być może jest zbyt drastyczna, ale tylko jej zapowiedź w tak dużym stopniu ociekała przemocą, całość rozgrywki jest bardziej stonowana.
 Najciekawszym elementem tej produkcji jest jej warstwa fabularna. Wcielamy się kolejno w czwórkę bohaterów, ich losy splatają się w jedną historię seryjnego mordercy. Podejmujemy nimi decyzję, które są nieodwracalne i mają wpływ na całość rozgrywki, w praktyce oznacza to, że jeden zły wybór może doprowadzić do śmierci któregoś z bohaterów i dysponujemy do końca już tylko pozostałymi. Dzięki temu możemy zakończyć rozgrywkę na siedemnaście różnych sposobów! Ta mnogość sprawia, że po jednym zgraniu gry pozostaje niedosyt, jak w moim przypadku, strata dwóch ulubionych bohaterów doprowadzi do tego, że wrzucę płytę do nośnika jeszcze nie raz.
 Interesujące jest to jak przebiegają interakcje pomiędzy bohaterami, jak musimy manewrować, aby uzyskać informacje, obserwować mimikę i zachowanie interlokutora. Siłą całej gry jest właśnie wygląd postaci. Ale jak miałoby być inaczej, jeśli do stworzenia gry zatrudniani są prawdziwi aktorzy.
 Twórcy gry z całych sił i z każdej strony wciągają nas w rozgrywkę. Mam na myśli przygnębiająca muzykę, przeraźliwie smutne lokacje, ociekające bezustannym deszczem. Wszystkie odcienie szarości, gra świateł, zachowanie się postaci- wszystko sprawia, że czujemy się tak, jak chciano, żebyśmy się czuli. Bardzo podoba mi się ta umiejętność Quantic Dream'u do tworzenia własnego świata i wciągania do niego na własnych warunkach (jak Fahrenheit), gramy w grę tak jak nam zagrają.
 Cała gra jest jak bardzo dobry film, w którym to my podejmujemy decyzje, nie mając pojęcia jakie konsekwencje przyniosą. Na to wrażenie składa się filmowa praca kamery, charyzma aktorów, muzyka towarzysząca nam praktycznie przez całą rozgrywkę, różnorodne głosy postaci. Grałam w wersji oryginalnej i jestem zachwycona modulacjami, akcentem bohaterów. Ich głos jest traktowany jak ważny nośnik emocji w grze i znakomicie dopełnia efekt ,,filmowości".
 Heavy Rain jest świetny. Jest znakomity, ale ma wadę. Na czterech bohaterów w których się wcielamy mamy tam tylko jedną kobietę. Nasza jedyna bohaterka jest mądra, tajemnica, odważna i rezolutna, ale dla mnie było jej za mało. Ale to jednak niewielka wada, przecież główną bohaterką w wydanej trzy lata później przez Quantic Dream Beyond: two souls jest Jodie Holmes. Ale na tę przygodę z radością jeszcze sobie poczekam.





Data wydania: 2010
Twórcy: Quantic Dream
Wydawca: Sony Computer Entertainment 

piątek, 18 lipca 2014

Brothers: A tale of two sons.

 Na pierwszy rzut oka moje zainteresowanie tą grą było znikome. Minimalne. Ot, gierka dla dzieci. Kolorowa, plastyczna bajeczka. Szkoda czasu, mówiłam. Potem gra była dostępną na play station plus. Grzechem byłoby nie pobrać. 
 Pobrane, zagrane. Jeśli ktoś wziąłby na warsztat bajkę braci Grimm czy Andersena i starał się ją zaadaptować do stanu gry to uzyskałby twór na kształt Brothers. Twór? A może dzieło?
 Ładne i przyjemne dla oka lokacje, wszystko utrzymane w określonej, konsekwentnej stylistyce, najdrobniejsze szczegóły są jej wierne. Sterujemy dwoma braćmi za pomocą jednego pada, nie wiem jak sprawdza się to rozwiązanie, gdy gramy samotnie, przy współpracy z drugim graczem jest to bardzo proste.  To co najbardziej lubię w tej grze, to historia, w której znajdujemy wszystko, co powinno być w bajce magicznej (według klasyfikacji Proppa). Mamy tam dwóch bohaterów, osobę wysyłającą w podróż (Medyk ze wsi, kierujących naszych braci po lekarstwo dla ojca). Na drodze spotykamy wielu przeciwników jak i pomocników, oraz fałszywego przyjaciela (nie zdradzam nic więcej). Podróżujemy przez mnogość krain, zdarzy się nam być jak Guliwer w krainie olbrzymów. Wszystko to aby, zdobyć wodę życia dla umierającego ojca. 
 Ciekawy rozwiązaniem rozgrywki jest rezygnacja z języka, to znaczy bohaterowie porozumiewają się, ale tylko sobie znanym językiem. Mimo to, podążanie za fabułą, nie jest trudne. Dużym plusem jest przyjemna skandynawska muzyka, dopełniająca całą historię.
 Gra raczej do jednorazowego zgrania, wyśmienita na czterogodzinną randkę (sterowanie jednym padem wymaga odrobiny przytulania). Jeśli lubiliście klimaty Andersena i Grimmów polecam!

Data wydania: 2013
Twórcy: Starbreeze Studios
Wydawca: 505 Games