czwartek, 14 sierpnia 2014

Smoke! Smoke! Smoke! That cigarettte! And play! Play! Play! That game! L. A. Noire

 Czy lepiej zrobić tysiące słabych zdjęć, czy jedno naprawdę dobre? Lepiej napisać kilka przeciętnych książek, czy może tylko jedną wyjątkową? Zrobić kilka gierek, czy wykrwawić się na produkcji jednej? Jeśli będzie to gra taka jak L.A. Noire to żaden to wstyd być nazwanym twórcą tylko jednej gry.

            

 Produkcja inspirowana czarnym kinem amerykańskim lat 40. i 50. XX wieku. Inspirowana to za mało powiedziane, to jest jedyna znana mi gra tego nurtu. Mamy tu wszystko to co w filmach z Bogartem. Wątki kryminalne (to akurat mało odkrywcze, skoro głównym bohaterem rozpoczynającej się w 1947 rozgrywki jest policjant), akcje rozgrywające się w mieście, posępnych barach, nocnych klubach i na ulicach. W trakcie rozgrywki poznajemy środowisko przestępcze pogrążonego w powojennym kryzysie Los Angeles, wśród którego nie brakuje ludzi władzy, jak i przeciętnych obywateli próbujących szczęścia w trudnych czasach.
 Zabiegiem który pozwala mocno wczuć się w klimat filmów noire jest możliwość gry jedynie w barwach biało-czarnych. Świetne wrażenie przebywanie w środku starego filmu, mi jednak utrudniało to rozgrywkę, po krótkim czasie wróciłam do kolorowego obrazu.
 Grę rozpoczynamy na pierwszy rzut oka normalnym, mnie wydawał się nawet nieco nudnawy, policjantem Cole'm Phelps'em, który zaczyna wspinać się na wyższe szczeble kariery stróża prawa. Mamy okazję lepiej go poznać, po każdym z rozdziałów widzimy krótki filmik z wojennej przeszłości bohatera. W trakcie całej rozgrywki główny bohater denerwował mnie, zastanawiał, zadziwiał i zachwycał. I to jest chyba w tej grze najpiękniejsze. Phelps nie jest ideałem, waha się, popełnia błędy, dokonuje niewłaściwych wyborów. Jak można osiągnąć takie spektrum uczuć do bohatera w ,,zwykłej" przygodówce?

 Phelps jeszcze w drogówce. Żródło: http://www.rockstargames.com/lanoire/screens/album/1831/6661/

 Gra wykorzystuje technikę MotionScan, czyli filmowanie aktora i jednoczesne przenoszenie jego wizerunku na ekran w technice 3D. Dzięki temu widzimy dokładnie mimikę bohaterów, możemy starać się odczytywać uczucia i intencje, obserwujemy kierunek w którym kierują wzrok. Jest to szczególnie przydatne przy przesłuchaniach, które stanowią nie lada wyzwanie. Już jako detektyw nasz bohater musi ,,uzyskiwać'' informacje od świadków przestępstw, podejrzanych, rodziny ofiar. Od tego czego się dowiemy podczas takiego przesłuchania (bazującego na faktach czy dowodach które zgromadzimy wcześniej, lub tylko na naszej intuicji) zależy powodzenie śledztwa. Efekty techniki MotionScan sprawdzają się na tyle, że byłam w stanie rozpoznać aktora który wcielił się w jednego z drugoplanowych bohaterów. Przyjemna jest także satysfakcja, kiedy nie mając żadnych dowodów, będziemy wątpić w wersję osoby przesłuchiwanej (jedynie na podstawie jej mimiki) i nasza strategia doprowadzi ją do wyjawienia nam ostatecznie prawdy. Wygląd bohaterów wzbogaca grę, sprawia, że cała rozgrywka jest interesująca i ciężko pomylić raz spotkanego bohatera z kimś innym.
 Cała rozgrywka toczy się w niezwykle estetycznych lokacjach Los Angeles. Nasz bohater może poruszać się pieszo lub autem. Jasne, że każdy woli autem. Jako stróż prawa mamy prawo zarekwirować każde auto które tylko nam się spodoba, do wyboru mamy około dziewięćdziesięciu oryginalnych samochodów epoki. Naprawdę pięknymi autami mamy okazję poruszać się po całej mapie gry, lokacje są tak ciekawe, że ta jazda prawie nigdy się nie nudzi! Próbowałam znaleźć dwa takie same budynki, bezskutecznie. 

Phelps już w lepszym garniturze, łączy się z centralą (ówczesnym internetem) na jednej z wielu pięknie oddanych lokacji.     
źródło:http://media.rockstargames.com/products/rockstar/screenshot%20gallery/lanoire/screens/fe9391d032e54/1280/186.jpg

 Nie ma ideałów, jedyny drobiazg nad którym mogę się pochylić i zmarszczyć czoło to niewygodne sterowanie bohaterem podczas strzelania. Wydawał mi się nieco toporny i mało realistyczny, ale pewnie nie miał być realistyczny, miał być jak ze starego filmu. 

 Na czym polega magia L.A. Noire? Na alchemicznej dbałości o szczegóły, rozpoczynające się od doboru aktorów, przeniesienie ich na ekran. Na strojach postaci, nawet zwykłych przechodniów. Na pięknych, starych samochodach, poruszających się pośród realistycznych budynków. Na domach zwykłych obywateli, na meblach, wystroju, dodatkach. Na pojedynczym grymasie twarzy Phelps'a. Na soundtracku gry zawierającym oryginalnych muzyków lat 40. Możemy ich słuchać podczas jazdy autem, przerywane fragmentami autentycznych audycji amerykańskich rozgłośni, starymi reklamami. Magia tej gry to detale. To zapętlenie wszystkich małych wątków w jeden, to odkrycie wszystkich kart na końcu rozgrywki. To małe zdarzenia, nabierające znaczenia, dopiero, gdy dowiemy się więcej, gdy już jesteśmy kilka wątków dalej. To niejasne motywy, skomplikowany bohater. To tajemnicza, silna femme fatale, wydająca się na początku jedynie dodatkiem do fabuły.
 Siła tej produkcji to jej fanatyczne dopracowanie. To nagrane kilka utworów dla głównej bohaterki (Niemki, mówiącej z silnym niemieckim akcentem) piosenki prze niemiecką wokalistkę Claudię Brückner. 

   

   
 Moja ocena jest jednoznaczna, jeśli cenisz klimat filmów noira, lub chociaż ,,Mad men'a" czas z Cole'm Phelps'em nie będzie stracony.  
                                                                                                                                                                 
      
   
Data wydania: 2011
Twórcy: Team Bondi
Wydawca: Rockstar Games

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz